arbitralna definicja spokojnego chaosu,
wyciągnie mnie z diabelnego doła.
Każdy dzień w porządku numerycznym,
ale o innej nazwie, nadaje rutynie
złośliwe kondygnacje.
- Jak związany sznurami w nieludzkim kaftanie,
Uwięziony w " zależności " bez więzi,
chwastem w relacjach jest brakiem miłości.
Co noszę w sercu, więc gdy wyrwać nie mogę?
Jestem pewien jednego, przebaczenie otwiera mi drogę.
Czasami się bronię w odwecie za krzwydę,
stoję na podium, zamiast medalu,
na barkach brzemię, z nienawiścią w oczach, i zimnym spojrzeniem.
- Jedni mówią, życie jest cięzkie,
albo w honorze padniesz na kolana,
i czy na zawsze już zaśniesz.
Wołasz tam, gdzie będa Cię słuchali,
pytasz, a oni cytują, bo sami swych wartości się wyparli.
- Na rogu ulicy, w świetle latarni, stoi nieznajomy,
- pardą?! czy ty mnie słyszałeś?
- tak - odpowiada - ale nie wiem, lecz ciebie rozumiem.
Każdy szuka wolności, i ją gubi, gdy próbuje ogarnąć rozumem.
Nie bądź beznamiętny, i zależny we własnych lękach,
stoisz na podium, lecz niepewnie, i w dużych mękach.
Rozwijaj przyjaźnie, a wniosą cię spowrotem na rękach,
jeśli zaufasz sobie, i gdy oni przyjdą,
znajdą sprzymierzeńca, i to właśnie w Tobie.
Wolności nie zrozumiesz, jak będziesz za nią gonił,
a gdy ją znajdziesz, to poczujesz, jakbyś miał ją w dłoni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz