środa, 24 października 2012

Uwieziony



Milion powodow, do radosci, do zachwytu,
central miasta, kazdy w bance swojego bytu.
Kazdy jeden przedstawia swoja historie,
zaklada maske, na twarzy wypisana emocje.


Jeden powod, do wspolczucia, do smutku,
central miasta, a on jeden na swoim wozku.
Sparalizowany od czubka glowy, po nieskonczonosc,
bez zadnej maski, na twarzy wypisana madrosc.

Czlowiek wiele razy mowi do siebie - DOSC!
zmienia nawyki, siebie, widzi nie raz ukojenie w niebie.
Ale nie on, on nie moze zawolac - DOSC!!
Jest uwieziony i skazany na ludzkie spojrzenia,
obojetne, w swoje bance ogromnego cierpienia


Czlowiek narzeka, ze brak mu milosci,
a gdy juz ja ma, narzeka, ze brak mu wolnosci.
Poloz sie na lozku, z mysla, ze juz ngdy nie wstaniesz,
pomysl, ze zycie polega tylko na otwieraniu oczu.
Czym jest milosc?...smiech, czy seks?
Czym jest troska, kazdy kolejny wdech jest bolem,
ze on tego nie zazna, kazdy kolejny dzien
wita z ogromnym trudem.




  • Niedawno szedlem ulica w centrum miasta, widzialem ludzi usmiechnietych, ludzi zabieganych, zagadanych, radosnych, wszyscy w swoim swiecie.
Wielu ludzi prowadzi normalne - szare zycie, jak to nazywaja. Pewien czlowiek uzmyslowil mi, ze nasze szare zycie, jest nadzwyczajnym zyciem. Chociaz mamy czasami  wszystkiego dosc, to ten czlowiek, uwieziony we wlasnym ciele, uzmyslowil mi,ze dano nam wielkie mozliowsci. Spotkalem tego czlowieka wsrod tlumu, zrobilo mi sie smutno, prawdopodobnie ktos troszczy sie o niego, dba, ale na pewno nie tak sobie wyobraza troske, i milosc. 
I ten wiersz jest o nim.


poniedziałek, 3 września 2012

" Burn " projekt reklamy

W marce napoju Burn kryje się wielki potencjał, bardzo bym chciał, by ta marka była najlepsza wśród innych napojów energetyzujących. Chciałbym przedstawić kilka pomysłów na wykreowanie marki Burn;

1) Bardzo lubiłem i do dziś lubię oglądać Asterixa i Obelixa

Nie muszę przypominać, że oni również mieli swój magiczny napój, dzięki któremu ich siły witalne osiągały najśmielsze oczekiwania. Połączenie Asterixa z marką BURN  byłoby świetną reklamą.
Myślałem nad połączeniem napoju Burn z napojem gumisiów :) ale szybko wycofałem się z tewgo pomysłu.

2) Inny scenariusz :

Pilot odrzutowca w powietrzu w swojej maszynie. Kamera powoli lustruje ponaddźwiękowca


od wydechu, robiąc zbliżenie na wydech. Przechodzi do kabiny, a pilot wypija napój z puszki do ostatniej kropli, pokazuje kciukiem " ok i.....maszyna z przyspieszeniem rakiety ucieka z kadr kamery zostawiając za sobą pasmo ognia z którego wyłania się znak ognisty Burn.

Warto byłoby związać markę Burn na dłużej z bojowymi samolotami odrzutowymi. Być może nawet związać markę z wojskiem, gdyż inne napoje energetyzujące nawiązują głównie do cywili, sportowców. I chociaż jest to dobry pomysł, to już dość oklepany.
Jeśli napój Burn byłby reklamowany przez odważnych, twardych i męskich żołnierzy - pilotów, grupa docelowa daje pole do popisu ; młodzież, fani wojska i samolotów, sami wojskowi także :) .


Marmolada - projekt reklamy

Między dżemem a marmoladą jest zasadnicza różnica. Marmolada o smaku np. truskawkowym ( jest to mój ulubiony smak ) jest słodsza od dżemu. Jej konsystencja - formuła jest gęstsza. Zdecydowanie wolę marmolade. I pewnego dnia zrobiłem sobie kanapki z marmoladą, zjadłem wszystko i po chwili miałem ochotę na więcej kanapek. Mimo, że mogłem zrobić kanapki zupełnie z czym innym, znów sięgnąłem po marmoladę. I od niechcenia, jedząc z rozkoszą kolejną kanapkę z marmoladą, powiedziałem do siebie " mmm marmolada mną wymiata ". Narodził się pomysł na reklamę :

Mężczyzna budzi się rano, wstaje z łóżka i idzie do kuchni. Siada przy stole i widzi zrobione śniadanie wraz z kartką na której jest napisane " kocham cię, Laura ". On zjada wszystko, jest rozsmakowany tak, że robi sobie kolejne kanapki z marmoladą, tak mu smakuje, że opróznia cały słoik marmolady.
Jest wieczór, on wraca pierwsza, jest głodna i idzie od razu do kuchni zrobić sobie kanapki. Zauważa, że na blacie stoi pusty słoik po marmoladzie, bierze go w dłoń, uśmiechając się kręci przecąco głową. W tym samym czasie on wchodzi do domu, idąc w jej kierunku do kuchni, pokazuje jej nowy słoik marmolady usmiechając się do siebie.

Hasło " Marmolada mną wymiata ".

poniedziałek, 28 maja 2012

" SZCZĘŚCIE "

  • Na wózku inwalidzkim szczęście do mnie podjeżdża,
Spragnione akceptacji i skrzywdzone przez prozę życia.
Wyalienowane w nieludzkim sposobie bycia,
W pragnieniu przez wszystkich przyjmowane,
W lęku zaś z ogromną siłą odpychane.



  • W pełni gdy z człowiekiem się pojednam - MÓWI -
powoli traci wiarę, że na długo z nim nie zostanę.
Zamyka przede mną okna i drzwi swojego serca,
Wrzuca w pajęczyne neuronów i szybko o mnie zapomina.
Z poczucia braku, chcenia czy tęsknoty,
szuka mnie tam, gdzie w ogóle mnie nie ma.
Lękiem zakluczył swoje serce, murem otoczył,
jakby się bał, że ktoś mnie jemu odbierze.
Widzę jak cierpi i chodzi zraniony, choć na własne życzenie,
sam widzisz został wrobiony.
Wolą mnie szukać, gonić, celem życiowym okrzyknąć,
na ich ustach przy różnych okazjach w życzeniach jestem,
ale trudno jest im mnie przełknąć.
W niesmak ludziom tak wielu, gdy nagle spełniam się,
jak ich wakacje na Helu.
Widzisz, siedzę na wózku, ale chory nie jestem.
Po prostu mnie nogi bolą, gonić za ludźmi? Może oni tak wolą?
Jaki jesteś Ty? Chcesz mieć gwarancję?
Czy mi zaufasz bez słowa, i zakończyć Twoją stagnację!

sobota, 28 kwietnia 2012

" Komisarz Alex " - niedoskonała kopia " K-9 "







Będąc dzieckiem, bardzo lubiłem oglądać film amerykańskiej produkcji K-9, w którym to policjant w średnim wieku, sprawiający wrażenie dojrzałego śledczego, przemierzał w swoim kabriolecie niebezpieczne dzielnice amerykańskiego miasta, i łapał bandytów z pomocą mądrego psa owczarka niemieckiego. Dziś to już klasyk, lecz film ten bardzo humorystyczny, wiele kryminalnych wątków, ciekawych anegdot jak i bardzo humorystycznych scen, co niewątpliwie także i dziś, gdy ogląda się ten film, ma się wrażenie, że jest to komedia sensacyjna najwyższej klasy.

Niedawno na ekranach TVP1 odpalono całkiem świeży serial pod tytułem " KOMISARZ ALEX ". 
Pierwsze co mnie uderzyło, to format tej produkcji, czyli nic innego jak kopia zerżnięta z zagranicy. I nie ważne, czy to kopia " Komisarza Rexa " czy " K-9 ". Mi to przypomina  bardziej " K-9 " a innym serial " Komisarza Rexa ". 
Przeczytałem również skromny artykuł na temat serialu, reżysera Roberta Wichrowskiego, który jak sądzi, pomysł ten jest strzałem w 10.


W polskiej fabryce snów uważa się, że najbezpieczniejszym i najkorzystniejszym sposobem produkowania nowych polskich filmów czy seriali, jest ściąganie formatów, czyli kopiowanie scenariuszy np. od zdolniejszych amerykanów czy niemieckich producentów. 
Fakt, fabryka snów USA jest tu liderem w świecie filmów, i jestem jak najbardziej  " za ", by brać od nich przykład, i uczyć się na ich filmach. Niestety, u nas " branie przykładu " czy " naukę " przekłada się w interpretacji tychże prostych pojęć, jako kopiowanie .


Prostym przykładem tej skrzywionej interpretacji, jest polska produkcja pod tytułem " KAC WAWA ", która okazała się totalną klapą.
To jest dobitnym świadectwem braku wiary w siebie polskich scenarzystów i reżyserów, oraz braku zdolności podejmowania śmiałych i ryzykownych decyzji polskich producentów. Przez co polskie kino nie może zaistnieć. 
Jestem pewien, że gdyby w Polsce powstał projekt przekroju " KAC VEGAS " zanim w ogóle ktoś by wpadł na podobny pomysł w Ameryce czy na świecie, to nie spotkałby się u nas z aprobatą, bo uznano by że to zbyt ryzykowne i kosztowne.





Więc gdy pierwszy raz zobaczyłem zapowiedź - zwiastun serialu " KOMISARZ ALEX ", zauważyłem swoje negatywne odczucia, co przyczyną była myśl...." znów skopiowali coś amerykańskiego, czy rzekomo niemieckiego ".
Postanowiłem jednak obejrzeć kilka odcinków, bo uznałem że może będzie ciekawy, wciągający i zabawny, tak jak film K-9. W końcu jeśli to kopia, cóż innego można się spodziewać...w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 
Co jednak zostało skopiowane?? niewiele...kabriolet i pies. I tu zaczyna się cała parodia amerykańskiej komedii sensacyjnej.
Reżyser Robert Wichrowski powiedział, że trzeba przepisać scenariusz, dodać polską rzeczywistość i powstaje serial, który ma duże szanse na sukces - podobno pokazują to szczegółowe analizy. Producenci podobno cieszą się, że pobili rekord oglądalności z X-Factor. W dalszej części artykułu wyjaśnię, dlaczego tak się stało, i czy jest to powód do dumy. 



Zacznijmy od KABRIOLETU


Niewiele u nas się widzi aut tego typu. Polska szara, częściej zimna i deszczowa. Producenci więc sprowadzili namiastkę słonecznej Californii do polskiej i nieciekawej architektury. Można by uznać, że akcja serialu odbywa się w lipcu i sierpniu, które trwają wiecznie. 


KOMISARZ


Policjanta gra młody aktor Kuba Wesołowski. 
W amerykańskiej produkcji K-9 policjantem jest mężczyzna w poważnym wieku, dojrzały ze stażem i doświadczeniem.
Pamiętam, że w jakimś innym polskim serialu, za role policjanta obsadzono jednego z braci mroczków.


Jeśli producentom serialu " Komisarz Alex " zależało na tym, by tchnąc trochę humoru i komedii, to udało im się to, obsadzając głównego śledczego - aktora, który wizualnie jest młodszy od swoich wspólników.
To tak, jakby przedszkolak miał decydować co zje, gdzie pójdzie i z kim, narzucając swój reżim Pani przedszkolance. 


PIES


Kochany wilczur, jest sympatyczny i uroczy. W K-9 ma się wrażenie, że pies śledczego to wcielenie człowieka, gdyż zachowuje się dość zabawnie i inteligentnie.
W " Komisarzu Alex " odbiera się wrażenie, że piesek kompletnie nie jest przygotowany w tresurze, lub przeciwnie, sprawia wrażenie wytresowanego i to widać aż za bardzo. Pies robi to, co mu każe treser z za kamery schowany. W K-9 było to idealnie zatarte.
Zwierzaka również można rozbawić, naładować zabawą jak dziecko, które potem emanuje radością i zachowuje się zabawnie.


Z artykułu Pana reżysera wynika, że serial pobija oglądalnością programy takie jak " X-Factor " czy " Bitwa na głosy ".
Moje subiektywne zdanie na temat programów śpiewających - one prawdopodobnie się przejadły ludziom, lub ten proces jest w trakcie dojrzewania. 
Więc jaką konkurencję tak naprawdę zapewnił sobie serial " Komisarz Alex " w sobotnim bloku wieczornym?  




Sam często się łapię na tym, gdy podczas oglądania Polsatu, czy TVN w momencie gdy puszczane są reklamy, które widzę po raz setny, przełączam tam, gdzie ich nie ma. I na kogo pada?? Na Pana komisarza.
Proponuję zmierzyć się komisarzowi Alexowi w poniedziałkowym lub wtorkowym  bloku wieczornym, gdzie m.in. na Polsacie, TVN7, TV PULS czy TELE5 emitowane są mega hity a w TVP2 " Barwy szczęścia " i " M jak miłość " 


Pierwszy odcinek " Komisarza Alexa " miał najlepszą oglądalność, w trzecim i czwartym wyniki spadły, uznano że to pewnie ze względu na piękną pogodę. I ludzie zamiast przed telewizorem siedzieli w ogródkach...
Więc moje pytanie, dlaczego zdecydowano się na emisję komisarza Alexa na wiosnę i nadchodzące lato? Przecież można by odpalić go w okresie nadchodzącej zimy i w bloku wieczornym gdzie tylko TVP1 ma do zaoferowania coś naprawdę ciekawego? 
Gdy jakaś stacja telewizyjna ma naprawdę coś ciekawego do zaoferowania w postaci ciekawego hitu, potrafię zrezygnować raz w tygodniu z picia piwa na ogródkach. 


Tak można łatwo tłumaczyć niską oglądalność, gdy serial emitowany jest w weekend. Ludzie mający rodzinę, pewnie spacerują po parku lub odwiedzają bliskich i nie chcą oglądać, pogoda ładna itp, itd. Coś ciekawego, wiązać dobrą czy niską oglądalność z czynnikami zewnętrznymi.  




 " Komisarz Alex " mógłby wydać się ciekawszy, gdyby było więcej humoru. Gdyż tego serial w ogóle nie posiada mimo opinii samych producentów.
Połączenie pracy gliniarza i prokuratora, lub włączenie jakiegoś geniusza matematycznego do współpracy, lub komicznego jasnowidza który ma ataki padaczki. Gliniarz korzystający z usług psychiatry który sam jest w depresji sporządzający portret przestępcy jak to bywa w FBI. Więcej magii, wiedzy specjalistycznej tworzy naprawdę ciekawą formę produkcji, przykładem tu jest np. wspomniany K-9 czy serial " wzór

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

" Dżin Madżik i przyjaciele z kosmosu " bajka dla dzieci, która brała udział w konkursie

Pewnego razu, w dalekiej przestrzeni kosmicznej, wśród małych i większych planet, wśród nieruchomych małych i większych planet, wśród mknących z szybkością torped, kolorowych komet, które ciągną za sobą niezwykły ogon z pyłu gwiezdnego, spacerowała sobie cisza. Nie było jej widać, nigdy jej nie słychać, wiadomo jak ona jest, nic się nie dzieje. Cisza jest siostrą spokoju. Spokoju również nie widać, ani nie słychać, wiadomo tam gdzie jest spokuj, tam nic się nie dzieje.
Młodziutkie gwiazdki, które świecą w nocy na niebie, gwiazdeczki goniące się daleko w kosmosie, zmęczone często zabawą, cieszą się wszystkie gwiazdki nawet te rozbrykane, lubiące się bawić i wariować cieszą się gdy słońce znika, i przestaje świecić, i gdy robi się ciemno. Bo gwiazdeczki dobrze wiedzą, że nadchodzi ciemność, i gdy nic nie widać wraz z nią pojawia się cisza i jej nie widoczny brat spokój. Wtedy jest cicho, spokojnie i bezpiecznie. A gdy jest bezpiecznie, wszystkie lśniące gwiazdeczki śpią.
Głęboko w kosmosie, w oddali przy dużej, ogromnej wręcz planecie, którą otacza wokół tęcza wielu kolorów, widać mały punkcik, który zbliża się coraz bliżej i bliżej. Jest już coraz większy, zbliża się coraz szybciej i nabiera kształtu płaskiego dysku. Tak, to płaski statek kosmiczny, wokół niego świecą i migają kolorowe światełka. Cały statek kosmiczny mknie naprzód, zostawiając za sobą wszystkie gwiazdki i planety. Frunie przed siebie tak szybko, że mijające planety, przez małe okienka statku wydają się długimi promykami, jakby ktoś wyprostował kolorową tęczę.

W środku, w naszym pędzącym statku kosmicznym, widać w przodzie dwa fotele z wysokim oparciem. Nie widać kto za nimi siedzi. Dookoła statku, wszędzie są małe okienka, widać przez nie cały kosmos. Pełno tu migocących, mrugających kolorowych lampek, przycisków, że aż oczy się plączą gdy patrzy się na to wszystko. Statek kosmiczny w środku jest bardzo przestrzenny, koloru srebrnego. Nagle, ni stąd ni zowąd gonią się dwa małe ufoludki. Jeden, chłopczyk, cały niebieski z dwoma czułkami na czubku głowy goni drugiego ufoludka, różowego, dziewczynkę z długimi, różowymi włosami. Ona też ma małe, śmieszne czułki na głowie.
Gonią się po całym statku, niebieski ufoludek jest wyraźnie niezadowolony, różowa dziewczynka uciekająca pod noskiem chichoce, usmiecha się i ma z tego dużą frajdę. Uciekając ogląda się za goniącym ją braciszkiem, i wytyka mu radośnie język.
Niebieski ufoludek o imieniu Czadu, z grymaszony i niezadowolony w końcu się zatrzymuje, nie goni już siostrzyczki, i głośno mówi :

- mamo, ona znów zabrała mojego misia, osz ty....oddawaj go!!

Różowa siostrzyczka także staje w miejscu zadowolona, odwraca się do braciszka z oddali śmiejąc się i trzymając przytulonego pluszowego misia, posyła niebieskiemu Czadu robiąc oczkami śmiesznego zeza i wytyka mu mu język. Widząc to Czadu, uśmiecha się szeroko, nie stojąc dłużej zaczyna gonić śmiejącą się głośno siostrzyczkę.
Z przodu statku, powoli zaczynają się obracać dwa duże fotele. To tam znajduje się całe centrum dowodzenia. Już widać, kto siedzi na fotelach. Dwa dorosłe ufoludki o imieniu Alfa i Omega. Alfa jest koloru niebieskiego, to tata dwóch małych goniących się ufoludków. Omega, to mama, koloru różowego.

- Czadu? odzywa się mama

Chłopiec zatrzymuje się, odwraca i patrzy na mamę :

- Czadu? czyj jest ten pluszowy miś, twój czy siostry?
- no mój i jej - odpowiada Czadu
- to kochajcie go po równo, tak samo, by ten miś nie uciekł od was, tylko dlatego, że się kłócicie. Miś tego nie znosi

W ten do Czadu podchodzi siostrzyczka, robi ukrytego zeza przed rodzicami do Czadu, i oddaje mu miśka.

- masz, trzymaj
- mamo! ona robi zeza i mnie rozśmiesza – odpowiada Czadu złośliwie uśmiechając się pod noskiem
- nieprawda - mówi wesoło siostrzyczka.

Alfa, ojciec i sterownik statku spogląda na radar, potem obraca się do małych ufoludków i mówi :

- dzieci, szybko siadajcie na foteliki i zapnijcie pasy, zbliżamy się do planety ziemia, to awaryjne lądowanie!

Na środku statku, z podłogi wysuwają się w górę dwa małe srebrne foteliki. Czadu i jej siostra podbiegają do fotelików, siadają i zapinają pasy. W przodzie statku, widząc że dzieci już są na miejscu, mama i tata obracają się na fotelach w kierunku lotu, tata naciska gorączkowo kilka przycisków i razem z mamą zapina pasy.
Statek mknie ku błekitnej planecie zwanej ziemia. Przenika przez warstwy ziemskiej atmosfery, gdy spada w dół, wydając lekki i cichy świst, ze statku wystrzeliwuje nagle biała, trochę przeźroczysta poduszka, która okrywa cały statek. Wygląda jak mały płaski dysk w środku piłki. Stojąc na dole ziemi, patrząc w niebo widać lecącą niedużą przeźroczystą piłkę, mknącą w dół, jest coraz bliżej ziemi. Za spadającą okrągłą poduszką widać srebrną mgiełkę, bardzo to przypomina spadającą gwiazdę na niebie.
Alfa, ojciec ufoludków, bardzo dobrze wie, że poduszka ochraniająca statek zapewni bezpieczne i miękkie lądowanie na ziemi.
Są coraz bliżej, wygląda na to, że cała rodzinka ufoludków wyląduje na samym środku złocistej pustyni. Jest środek nocy, gwiazdy jasno świecą na niebie wraz z księżycem który szeroko się uśmiecha. Spadający statek ląduje na miękkim piasku pustyni, odbija się parę razy jak plażowa piłka i w końcu zatrzymuje w miejscu. Z nadmuchanej poduszki uchodzi powietrze, wydając dźwięk ” psssssssss „, z podłogi wyjeżdżają trzy małe nóżki i statek równo osiada na piasku.
Otwierają się drzwiczki statku i wybiegają na zewnątrz schodkami w dół Czadu wraz z siostrzyczką.
- zobacz ile piasku – mówi radośnie do siostry wszędzie, tu i tam, i tam teżpokazuje paluszkiem na około - pełno piasku

- coś jak na innych planetach – odpowiada siostrzyczka - wszędzie było dużo gwiezdnego pyłu

Czadu wraz z siostrą stoją niedaleko statku i z zachwytu podziwiają ogromną pustynię. Nie jest jednak zupełnie na niej pusto. Oprócz piasku, po lewej stronie widać dwa nieduże krzaki, podobne do drzew, ale mniejsze i bez liści. Trochę pagórków i wzniesień, a po prawej stronie kilka większych i mniejszych krzaków.
Czadu spogląda na siostrzyczkę i widzi że trzyma misia, którego przytula do siebie. Musiał o nim zapomnieć wysiadając po lądowaniu na ziemi. Są pierwszy raz na tej planecie. Czadu spogląda na niebo i wpada na pomysł, by odzyskać miśka. Udaje że widzi coś na niebie, wskazuje paluszkiem do góry i krzyczy do siostrzyczki:
-patrz!, tam….no tam! widzisz?

Siostrzyczka zaciekawiona szuka na niebie coś ciekawego, a Czadu wyrywa jej misia z rąk, tuli go teraz do siebie i z uśmiechem wytyka siostrze język.

- hakuna matata! – śmieje się Czadu i siostrzyczka teraz zaczyna gonić rozbawionego Czadu po pustyni. W otwartych drzwiach statku kosmicznego staje Alfa :

- dzieci, tylko nie za daleko mówi głośno
- dobrze mamo – odpowiada zasapana biegiem siostrzyczka

Gonią się tak jeszcze chwilę, Czadu jest trochę młodszy od siostrzyczki, lecz o wiele szybciej biega. Nagle zatrzymuje się za pagórkiem, tuż przy jednym krzaczku. Jest dość duży w porównaniu z małym Czadu. Krzak ten teraz wygląda jak duże drzewo po cwhili dobiega zasapana siostrzyczka i pyta :
- czemu gapisz się tak na ten krzak? Czadu? halo, tu ziemia!

Czadu nie patrzy jednak na duży krzak, dostrzega coś, czego siostra nie widzi. Staje jak wryta, zdziwiona gdy Czadu oddaje jej pluszowego misia. Po czym podchodzi bliżej krzaka, kuca tuż przy nim i dłonią odgarnia złocisty piasek.
- podejdź siostrzyczko – odpowiada po chwili Czadu – widzisz? co to jest?

Czadu trzyma niewielką ale też bardzo lekka starą lampę, chyba ze złota. Bo świeci się równie pięknie jak piasek na pustyni.
- to jakiś stary śmieciuch


Patrzy na nią zdziwiony i mówi

- widziałaś kiedyś by śmieci były ze złota? zobacz jaka zakurzona od piasku. Może piasek też jest ze złota?

Siostrzyczka zaczyna kulać się ze śmiechu.
- no co? – pyta Czadu, po czym patrzy na lampę i zaczyna ją pocierać dłońmi, staje się czystsza, świeci się jasnym, złotym kolorem. Pociera ją tak chwilę, i rzuca na ziemię i krzyczy:
- patrz!

Z lampy wydostaje się złoty pył, który oświetla skrawek pustyni wokół Czadu i jej siostrzyczki. Oboje są zaskoczeni, a Czadu podskakuje w radości i klaszcze w dłonie.

- zaczarowania lampa!krzyczy i śmieje się Czadu spoglądając na siostrzyczkę lampa Alladyna!
- przecież lampa Alladyna to stara bajka - odpowiada siostrzyczka

Czadu patrzy na złotą lampę z której wydobywa się niebieski, mały dżin, uśmiecha się serdecznie i wita :

- cześć! czy……czy mi się zdaje, czy ja widzę ufoludki?
- co w tym dziwnego? - pyta zezłoszczona siostrzyczka
- myślałem, że ufoludki istnieją tylko w bajkachodpowiada mały dżin

Czadu nie może wytrzymać i wybucha śmiechem, siostrzyczka pyta małego dżina :

- a dżin z lampy Alladyna? to nie bajka? jak masz na imię?
- Alladyn to dawna historia ale prawdziwa, a jego dżin to mój daleki krewny, do dziś jest bardzo sławny, to żywa legenda. Mam na imię Madżik

Czadu z uśmiechem patrzy na nowego przyjaciela i mówi :

- a jednak! a jednak to prawda, to nie bajka. Ja mam na imię Czadu, a ta różowa obok mnie to moja starsza siostra i nasz pluszowy miś. Madżik spogląda na pluszowego którego trzyma siostrzyczka i pyta :
- a czemu on nic nie mówi, tylko się uśmiecha?

Czadu spogląda na siostrzyczkę, a ona na niego, i oboje wybuchają smiechem.

- bo on jest pluszowy, to taka nasza pluszowa maskotka, bardzo go kochamyodpowiada siostrzyczka

Mały dżin wyraźnie jest zakłopotany i pyta :

- co w tym zabawnego?
- oj Madżik, to nasz przyjaciel, pluszowy miso, chroni nas i lubi jak go przytulamy

Madżik który unosił się w powietrzu, teraz powoli opada i siada na grzbiecie małej piaskowej wydmy.

- czemu jesteś smutny?pyta małego dżina siostrzyczka która szturcha łokciem braciszka
- no właśnie, co się stało? - dodaje Czadu

Madżik spogląda smutnymi oczami na małe zaciekawione wyraźnie ufoludki. Po czym patrzy na małego pluszowego misia, którego przytula teraz niebieski Czadu. Mały dżin czuje się bardzo samotny widząc jak mały miś jest czule przytulany przez ufoludki. Misio zdaje się być zadowolony, gdyż słodko się uśmiecha.Madżik podnosi smutne oczy na ufoludki i mówi :

- ja nie mam przyjaciół, z którymi mógłbym wszędzie chodzić, których mógłbym przytulać. Wasz miso jest szczęśliwy.

Po czym Czadu się odzywa, dając miśka małemu dżinowi.

- potrzymaj……no weź go na ręce - uśmiecha się Czadu
Madżik bierze od ufoludka miśka i również na jego buzi promienieje uśmiech, smutek znikł dżinowi z oczu.

- widzisz? odpowiada Czadu - trzymasz naszego miśka, i nadal się uśmiecha, lubi ciebie

Madżik wznosi się w powietrze wraz z misiem i krzyczy radośnie :

- hurraaaa! mam przyjaciela….patrzy się na mnie i uśmiecha….juuuupiiiiiii

Małe ufoludki śmieją się głośno, podskakują radośnie klaszcząc w ręce, a mały dżin fruwa wokół nich tuląc i podrzucając zadowolonego pluszowego misia. Wszyscy się razem cieszą i tańczą jak na kolorowym balu.

- Madżik! – woła Czadu – ej!holaaa….czary mary, hakuna mata!

Dżin przestaje szaleć w powietrzu i zatrzymuje się w powietrzu, patrząc nieruchomo na ufoludki.

- tak?
- słuchaj Madżik, jesteś dżinem tak? - pyta Czadu
- nooo…tak
- spełniasz życzenia? no wiesz….abrakadabra..szmeges teges

Madżik podfruwa bliżej ufoludków, bardzo dumny i zadowolony wiedząc że spełni za chwilę życzenie. Siostrzyczka spogląda na Czadu podejrzliwie, widzi że znów coś knuje ten mały psikus.

- bliżej, podfruń bliżej Madżik - odpowiada Czadu i szepce coś do ucha rozbawionemu małemu dżinowi. Po czym odfruwa trochę do tyłu, a Czadu z uśmiechem na buzi, powoli zaciera ręce.
W jednej chwili, nagle mały dżin zaczyna się kręcić w kółko, kolorowe światło rozpryskuje się na około i ……:

- niech się stanie!!! - mówi Madżik

Czadu spogląda na siostrzyczkę, robi wielkie zdziwione oczy i wybucha śmiechem kulając się na piasku. Toczy się to w lewo, to w prawo machając rączkami i nóżkami, śmiejąc się głośno i bez przerwy, spoglądając na siostrzyczkę, którą dżin zamienił w….żabę. Czadu wstaje na nogi trzymając się za brzuszek, który boli już go od śmiechu, a żabka podskakując na piasku kumka wyraźnie niezadowolona. Czadu wyjmuje z kieszeni aparat, i robi siostrzyczce zdjęcie.

- Madżik?
- tak przyjacielu? – mały dżin domyśla się i nie czekając na odpowiedź ufoludka odczarowuje zaklęcie i żabka znów przemienia się w siostrzyczkę.
- ty mały…- chcąc już gonić Czadu zezłoszczona siostrzyczka spogląda szybko na Madżika, który szeroko się uśmiecha.
- mały dżinie….ja też mam życzenie - odpowiada siostrzyczka

Madżik podfruwa do siostrzyczki, która szepce mu coś do ucha. Tym razem dżin zaśmiał się głośno, a Czadu widząc to wpada w zakłopotanie, już nie jest mu tak do śmiechu widząc jak siostrzyczka jest wyjątkowo rozpromieniona i chichoce pod noskiem.
Madżik powtarza rytuał, wznosi sie wysoko, kręci wokół siebie jak szalony młynek, światło koloru tęczy rozpryskuje na boki i ……

- niech się stanie !!! –mówi dżin

Chwila ciszy rozbrzmiewa po pustyni, po czym…..

- iiiooooo iiiiiioooooo iiiioooo iiioooo

Siostrzyczka teraz wybucha śmiechem patrząc na braciszka przemienionego w osiołka. Dżin również nie mógł już powstrzymać się od śmiechu. Siostrzyczka natomiast podnosi z piasku aparat, i pstryka kilka zdjęć małemu osiołkowi. Po czym siostrzyczka kiwa na znak Madżikowi, a ten pstryka palcami i mały osiołek zamienia się z powrotem w ufoludka Czadu.

- ale śmieszne…aaaaaleee śmiesznemówi Czadu, który po chwili również się śmieje, patrząc na zrobione zdjęcia. Teraz wszyscy się śmieją razem, bo wiedzą że przyjaciele nie śmieją się z siebie, ale dlatego że razem się bawią.
Nagle słychać dziwny cichy dźwiek ” pip, pip, pipipip ” To zegarek małego Czadu.
- oj siostrzyczko, rodzice nas wzywają. Chyba naprawili już nasz statek
- masz rację, jasno już się robi.
To prawda, noc powoli znika z nieba, a na horyzoncie widać wschodzące słoneczko, a promienie jeszcze słabe i blade nadaje złocistego koloru pustyni.
Czadu stawia na kamieniu aparat, po czym z dżinem Madżikiem i siostrzyczką robią sobie przyjacielskie zdjęcia.

- jesteśmy przyjaciółmi od teraz – mówi Czadu do dżina - będziemy o tobie pamiętać mały czarodzieju, na znak naszej przyjaźni dajemy ci naszego misia. On także jest twoim przyjacielem, dbaj o niego, tul i kochaj. A będzie Ciebie strzegł i chronił.

- ojeeeejjj - wzdycha mały ucieszony dżin
- tak przyjacielumówi siostrzyczka - my tu jeszcze wrócimy

Wszyscy tulą się do siebie na pożegnanie i gdy Czadu odchodzi ze siostrzyczką, mały dżin krzyczy :

- poczekajcie! stop!

Czadu się odwraca wraz z siostrzyczką, a dżin podfruwa i wręcza ufoludkom po muszelce.

- a co to? - pyta siostrzyczka

Madżik uśmiecha się i tłumaczy :

- to są muszelki, mają po jednym życzeniu. Najpierw pomyślcie życzenie, zamknijcie oczy, przyłóżcie muszelkę do serduszka po czym powiedzcie cicho ” niech się stanie „i zaklęcie zadziała. Tylko dobrze się zastanówcie nad życzeniem, bo muszelki nie mają mocy odwrócenia zaklęcia.

- dzięki przyjacielu - odpowiada Czadu

Dżin wznosi się w powietrze, oddalając się od biegnących do statku siostrzyczki i Czadu. Oglądają się jeszcze za siebie na chwilę, i z uśmiechem machają sobie na pożegnanie.

KONIEC

" Życie jak Lody "

  • Wybór, gdy ma się wszystko, jest nieistotny,
  • Pozbawiony sensu, konternacji, nazbyt ulotny.
    Przede mną białe płótno, paleta wszelakich kolorów,
    Wypaczona imaginacja, poczucie posiadania,
    to czczecie małych potworów.
    • Co z tego że mam, jak nie wiem czy wykorzystam,
    Ważniejsze jest to czy ja to lubię,
    a nie co na tym skorzystam.
    Podstępnym hakiem, wpadam do studni
    zwanej powszechnym brakiem.
    Gdy nie ma wyjścia i się poddaję,
    widzę czego tak naprawdę pragnę.
    • Widzę tunel ciemny, trochę w nim chłodno,
    pstryk !!! zapalają się światła, przedział supermarketu.
    Lody na półkach, lody w lodówkach, przebrane panie
    w maskotki, czyli lody na kółkach.
    Huśtawka nastrojów, od smaku do koloru,
    jak Alicja w krainie wyborów.
    • I gdy już myślę, że mi się wydaje.....
    pstryk !!!, to wszystko znika, i w tęsknocie powstaję.
    Dosłownie, w tęsknocie powstaje kreatywny zbiór pragnień.
    • Lody to coś więcej niż on sam i patyk,
    dziś już wiem, że to syrop też i polewa
    swym uśmiechem się rozlewa,
    bita śmietana, i na niebie wrzeszcząca mewa,
    orzechy, pistacje, migdały, draże....mmm...
    po prostu bajecznie letnie i udane wakacje.